lew morski kalifornia usa california sea lion

Kalifornijskie wybrzeże

12-15.12.2017

Wyruszyliśmy z Los Angeles w kierunku San Francisco z zamiarem zatrzymania się w miejscowości Santa Barbara. Jest to niewielkie, bo liczące około 90 tys. osób miasteczko, położone nad Oceanem Spokojnym, w którym mieszkają sławy Hollywood m.in. Oprah Winfrey. Niestety okazało się, że kawałek za Los Angeles szaleje pożar i dym był tak gęsty, że czasem widoczność była mocno ograniczona a powietrze było ciężkie i drażniące. Santa Barbara była cała w dymie, więc zrezygnowaliśmy z jej zwiedzania oraz z jazdy wybrzeżem i wjechaliśmy w głąb kraju. Jakieś półtorej godziny dalej przybliżyliśmy się ponownie do oceanu i z daleka spostrzegliśmy przepiękną plażę na którą spontanicznie zdecydowaliśmy się zjechać i spędzić na niej trochę czasu. Był upał, ale woda z kolei była przeraźliwie zimna.

Następnie trzymając się jak najbliżej wybrzeża ruszyliśmy w kierunku północnym. Kilka kilometrów za miejscowością Cambria zaczęły się piękne widoki na klifowe wybrzeże. Postanowiliśmy się zatrzymać na jednym z przydrożnych zajazdów. Zaczęliśmy robić zdjęcia pięknym widokom i nagle usłyszeliśmy dziwne ryczenie. Okazało się, że kawałek dalej w pobliżu wybrzeża walczą ze sobą dwa słonie morskie! Justyna postanowiła zrobić jak najlepsze ujęcia aparatem i wspięła się trochę dalej na skałki. Bardzo nam się podobało, że możemy oglądać dzikie zwierzęta w swoim naturalnym środowisku. Postanowiliśmy się przespacerować w kierunku w którym przesuwały się powoli obserwowane zwierzaki. Kilkanaście metrów dalej okryliśmy jeszcze więcej słoniów morskich leżących na plaży i wygrzewających się w słońcu. To było dla nas coś niesamowitego! Jak się później dowiedzieliśmy samice nie mają wydłużonych nosów, a jedynie samce, którzy walczą z sobą o daną plażę, aby mieć wyłączność na znajdujące się na niej samice. Jadąc kawałek dalej samochodem znajdował się kolejny zajazd z ogromną plażą, gdzie było o wiele więcej wylegujących się słońów morskich i cały deptak turystów robiących im zdjęcia. Nam podobało się pierwsze miejsce, bo tam mogliśmy obserwować słonie morskie na wyłączność.

Jadąc dalej na północ droga zaczynała piąć się coraz wyżej po klifach kalifornijskiego wybrzeża i widoki były coraz ciekawsze. Nagle na drodze spotkaliśmy dzikiego indyka, który nie wiedzieć czemu postanowił nas gonić 🙂 Mamy tylko nadzieję, że nikt tego biedaka nie rozjechał.

Gdy droga była już wysoko nad wodą i zaczynała się kręcić coraz bardziej, nagle pojawił się napis: droga zamknięta a sympatyczna pani poinformowała nas, że trasa jest nieczynna, z powodu osunięć ziemi na most drogowy, który uległ zniszczeniu. Według niej droga ma być ponownie otwarta do użytku na następne wakacje…

kalifornia california usa roadtrip

Wideo informujące o zamknięciu odcinaka drogi Cabrillo Highway: tutaj

Nie pozostało nam nic innego jak zawrócić. Musieliśmy dojechać z powrotem do miejscowości Cambria jakieś 40 minut a dalej wjechać w głąb lądu i do góry. Jednak dzień miał się już ku końcowi i postanowiliśmy nocować w miejscowości Paso Robles. Tej nocy było -2 stopnie, po raz pierwszy spaliśmy w minusowej temperaturze. Na szczęście zaprzyjaźniona para Turecka podarowała nam na Florydzie bardzo ciepły koc, który sprawdził się i oprócz nosów nic nam nie zmarzło!

Następnego dnia dojechaliśmy do Salinas bez większych przygód gdzie nocowaliśmy. Do San Francisco dojechaliśmy w piątek, 15 grudnia i zatrzymaliśmy się u koleżanki Justyny, która wraz z mężem ugościli nas bardzo serdecznie w swoim domu.

Więcej zdjęć z tego odcinku wyprawy znajduje się pod spodem.