Salt lake city usa utha

Salt Lake City i pożegnanie z USA

25.12.2017 – 02.01.2017

Nasza podróż samochodowa powoli dobiegała końca. W tych ostatnich dniach przejechaliśmy 2500 km z przytankami w Salt Lake City, Idaho Falls i Calgary, by w końcu dojechać do Edmonton. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak spędziliśmy Boże Narodzenie, Nowy Rok oraz jak wyglądała zimowa trasa do Kanady to zapraszamy do lektury.

 

Z Yosemite wróciliśmy na kilka dni do San Francisco, gdzie 25 grudnia uczestniczyliśmy w rodzinnym, bożonarodzeniowym spotkaniu współlokatorów Natashy (koleżanki Justyny, u której zatrzymaliśmy się już wcześniej na kilka dni). Były rodziny współlokatorów, Natasha z mężem i my. Uroczystość była głównie organizowana przez część rodziny pochodzącej z Peru, jednak serwowano posiłki meksykańskie. Najważniejszym daniem były tamales, czyli mięso i warzywa lub same warzywa ugotowane w liściach kukurydzy. Samych liści się nie je, należy je otworzyć poprzez zjedzenie małego placka z mąki kukurydzianej, który skleja liście, a następnie konsumuje się sam farsz w środku. Kolacja odbyła się w świetniej atmosferze, choć jak na Boże Narodzenie jedzenie było dla nas egzotyczne. Natomiast później wszyscy usiedli wokół ustrojonej choinki i nastąpił czas prezentów. Ku naszemu zaskoczeniu my również otrzymaliśmy upominek. Na koniec wieczoru jeden ze wspólokatorów Natashy uraczył nas koncertem muzyki poważenj, grając na swoich skrzypcach. Jesteśmy bardzo wdzięczni za przemiłą gościnę.

Dnia 29 grudnia wyruszyliśmy w drogę powrotną do Edmonton w Kanadzie. W ekspresowym tempie, bo w ciągu jednego dnia, przejechaliśmy z San Francisco do Salt Lake City (1200 km) i tym samym pożegnaliśmy się z cieplejszą pogodą a przywitaliśmy śniegowy krajobraz i minusowe temperatury, które miały być już coraz niższe aż do Edmonton.

W Stanach drogi są proste, nasz GPS pokazuje 1027 km prosto a potem w prawo 🙂

W Salt Lake City mieliśmy ostatni dłuższy przystanek bo aż 4 dni, od 29. grudnia do 1. stycznia. Jest to miejscowość znana ze swojej mormońskiej społeczności, którzy mówią o sobie Kościoł Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. W skrócie historia jest taka, że Mormoni mieszkający na wschodnim wybrzeżu USA nie byli tolerowani i zostali zmuszeni do emigracji. Jeden z przywódców wybrał Dolinę Salt Lake, mieszczącą się w tamtych latach na terenie Meksyku, na nową osadę. Mormoni musieli przemierzyć 2000 km w czasach gdy nie było dróg, samochodów czy pociagów, co oznaczało trudną wędrówkę i walkę z naturą. Ostatecznie udało im się dotrzeć do wyznaczonego miejsca, gdzie osiedli się i założyli miasto.

Mormoński Chór Tabernakulum

Centralny punkt Salt Lake City to kompleks budowli mormońskich mieszczących między innymi, kościół, salę koncertową, centra informacji turystycznej i budynki administracji. Religia mormońska bazuje na chrześcijaństwie, ale jest sporo różnic. Ich Księga Mormonów to przetłumaczona w inny sposób Biblia. Mormoński prorok Joseph Smith miał objawienie postaci uosabiających Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, którzy nakazali mu odnowić religię i przepisać nauki kościoła. Mormoni wierzą, że biorąc ślub wiążą się z daną osobą nie tylko na całe życie, ale na całą wieczność i po śmierci dalej będą razem. Rodzina jest niezwykle ważna i najcześciej Mormoni mają liczne potomstwo. Byliśmy w dwóch domach mormońskich i w każdym było bardzo dużo zdjęć rodzinnych oraz haseł typu: „Family forever” („Rodzina na wieczność”) oraz obrazów lub figurek Pana Jezusa. W Salt Lake City przez AirBnB mieliśmy nocleg u rodzinny, jak się później okazało, mormońskiej. Byli to ludzie pochodzący z Indii, którzy już w swojej ojczyźnie przeszli na mormonizm, a następnie wyjechali do Kanady na wiele lat. W ostatnim czasie przeprowadzili się do Salt Lake City z powodów zawodowych. Mormoni nie powinni pić herbaty, kawy ani żadnego alkoholu, także na śniadanie nie mieliśmy oferty ciepłego napoju. Nasi gospodarze byli bardzo sympatyczni i nie próbowali nas nawracać na swoją wiarę (byliśmy o to kilkukrotnie pytani). Od roku 1895 Kościół Mormoński nie uznaje wielożeństwa, choć istnieją grupy w USA, które je praktykują i odwołują się do mormonizmu.

Świątynia Salt Lake

W ostatni dzień roku odbywały się eliminacje do drużyn olimpijskich w skokach narciarskich na pobliskiej skoczni. W końcu Salt Lake City rozpromowało sie dzięki zimowej olimpiadzie, więc obiekty mają. Wydarzenie było darmowe i ku zaskoczeniu wszystkich (łącznie z organizatorami) przyciągnęło tłumy. Najpierw skakali mężczyźni a następnie kobiety. Niestety jedna z pań źle wylądowała i sturlała się po zboczu. Z jakiegoś powodu jej narty się nie odpięły. Nie wiemy dokładnie jakich urazów doznała, ale ekipa ratunkowa unieruchomiła ją i przewiozła w pozycji leżącej na saniach przyczepionych do śnieżnego skutera. Odjeżdżając zawodniczka dostała gromkie brawa od widowni w ramach otuchy.

Eliminacje do drużyn olimpijskich w Salt Lake City

Świetne były także free-style’owe skoki z wyskoczni narciarskich. Skoczkowie lecą wysoko w górę i przy okazji robą różne akrobacje po czym elegancko lądują na stoku i zjeżdżają w dół. Wygląda to na sport ekstremalny i bardzo widowiskowy. Wzięliśmy także udział w loterii przy jednym ze stoisk, które znajdowały się przy skoczniach. Do wygrania były różne drobe upominki, ale los chciał, że oboje wylosowaliśmy po pomadce do ust z filtrem UV 🙂

Free Style

Wieczorem udaliśmy się na główny plac w Salt Lake City, aby w raz z mieszkańcami miasta przywitać Nowy Rok. Zastanawialiśmy się czy będzie jakoś bardziej egzotycznie na miejskim sylwestrze, skoro z pewnością większość mieszkańców to Mormoni. Muzyka na scenie startowała dopiero o 21.00, dookoła było kilka stanowisk z jedzeniem i dość drogimi napojami alkoholowymi. W okolicy placu, znajdował się dom kultury, w którym była część dla rodzin z dziećmi i druga dla dorosłych, z różnego rodzaju atrakcjami. Dzięki takiemu rozwiązaniu można się było trochę ogrzać, gdyż mróz tej nocy sięgał -15 stopni. Minutę przed dwunastą na wierzy wyświetliły się sekundy pozostające do Nowego Roku i wszyscy razem odliczaliśmy aż do wybuchu fajerwerków, po zczym nastąpił około pół godzinny pokaz i impreza miejska się zakończyła. Może było już za zimno, żeby kontynuować, a może to właśnie była jakaś mormońska zasada. I tak oto przywitaliśmy 2018 rok 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku 2018!

W Nowy Rok znów wyruszyliśmy w trasę i tego dnia nocowaliśmy w Idaho Falls, całkiem niedaleko Yelowstone National Park, w którym byliśmy kilka miesięcy wcześniej. Nocowaliśmy znów u rodziny mormońskiej, która jednak nie przestrzegała zasady nie picia herbaty, bo mieli jej całą szafkę. Po nocy wcześnie rano wyjechaliśmy. Mieliśmy do przejechania 1000 km, co oznaczało 10 godzinną jazdę w niewiadomych warunkach, jako, że na naszej trasie znów były góry. Chwilami rzeczywiście było emocjonująco. W stanie Montana, która graniczny na północy z Kanadą, na naszej trasie było górzyście i drogi były oblodzone. Najbardziej przezorni jechali na autostradzie z prędkością 50-60 km/h z włączonymi światłami awaryjnymi. Na całe szczęście udało się nam dojechać do granicy z Kanadą i bez problemu zostaliśmy wpuszczeni. W ten sposób pożegnaliśmy się ze Stanami Zjednoczonymi na dłuższy czas. Po kanadyjskiej stronie drogi były lepiej odśnieżone mimo, że było tam więcej śniegu. Około 21.00 dojechaliśmy do, Calgary gdzie tej nocy mieliśmy rezerwację noclegu. 3 stycznia dojechaliśmy do Edmonton, tym samym wracając do punktu startu zakończyliśmy naszą podróż samochodową.

Śnieg w Calgary.

Więcej zdjęć z tego odcinka wyprawy: