san francisco usa california kalifornia

If you are going to San Francisco…

15-21.12.2017

„If you are going to San Francisco…” („Jeśli jedziesz do San Francisco…”) idealistyczna piosenka Scotta McKenzie’a opowiada o mieście miłości, kwiatów i wspaniałym lecie. Napisana w 1967 oddaje ducha tamtych lat, jednak od tamtego czasu miasto przobraziło się znacząco a wyzwoleni hippisi utracili swoje miasto na rzecz milionerów i tech-korporacji. Dzięki swojej historii San Francisco pozostaje jednym z najciekawszych miast w Stanach Zjednoczonych. Atmosfera jest bardzo dynamiczna, co przyciąga szczególnie ludzi młodych i związanych z nowymi technologiami, gdyż w okolicach znajdują się siedzimy takich korporacji jak: Google, Facebook, Apple a także wiele innych większych i mniejszych start upów. Dodatkowo pogoda jest sprzyjająca, ponieważ najwyższe możliwe temperatury zazwyczaj nieznacznie przekraczają tutaj 20 stopni, natomiast najniższe temperatury bardzo rzadko spadają do 10 stopni. Uważa się, że warunki klimatyczne są świetne przez cały rok do życia, pracy i nauki.

Widok na San Francisco z naszego pokoju

San Francisco jest skumulowane na półwyspie, który jest połączony przez zatokę mostami. Ceny nieruchomości są tutaj jedne z najwyzszych na całym świecie. Popyt na miszkania jest bardzo duży, ale półwysep ogranicza rozwój miasta, szczególnie, że po drugiej stronie zatoki, teren bezpośrednio przy wybrzeżu zarezerwowano na park. Dzięki temu po 15 minutach jazdy z centrum San Francisco można być już na łonie natury i podziwiać przecudne widoki jakie oferuje zatoka Golden Gate i jej słynny most o tej samej nazwie.

Golden Gate Bridge i widok na San Francisco po drugiej stronie zatoki

W mieście znajduje się również park o nazwie Golden Gate, większy od Central Park’u w Nowym Jorku. Idąc na zachód wzdłuż parku dochodzi się do Ocean Beach, długiej i szerokiej plaży, którą upodobali sobie surferzy. Niekiedy fani tego sportu specjalnie starają się zamieszkać w budynkach niedaleko plaży, aby móc dojść do niej w piance i z deską do surfingu pod pachą.

Ocean Beach

W trakcie naszego pobytu mieliśmy okazję uczestniczyć w cyklicznym konkursie dla start upów Live Sharks Tank. Wygrana to nagroda o wartości $50,000. Młode firmy prezentują swoje pomysły na biznes i odpowiadają na pytania specjalistów, którzy selekcjonują finalistów a publiczność oklasami wybiera zwycięzcę. Tym razem wygrała firma produkująca elektryczne rowery, które stylem miały przypominać motocykl.

Bar w którym odbywał się konkurs Live Sharks Tank

Z pewnością dwie najciekawsze części miasta to dzielnica hippisów i dzielnica  Castro, ze względu na swoją barwność i charakterystyczne cechy. Haight-Ashbury to osiedle, które było w latach 60tych centrum ruchu hippisowskiego, a obecnie w dalszym ciągu oddaje ducha tamtych lat. Można tutaj znaleść sklepy z ubraniami dla dzieci kwiatów, upominki, plakaty i różnego rodzaju drobiazgi. Jest bardzo kolorowo, krzykliwie, ściany pokrywają graffiti. Można spotkać grupki hippisów, którzy przesiadują na uliach, ale wyglądają teraz bardziej na bezdomnych. Z kolei dzielnica Castro to bardziej wysublimowany krajobraz, gdzie mieszczą się drogie domy przy czystych chodnikach. Teren osiedla jest górzysty i wiele domów ma szansę na piękny widok. Castro w swoim centrum ma tęczową flagę LGBT, która się stąd wywodzi. Została po raz pierwszy użyta na Paradzie Wolności Gejowskiej w San Francisco w 1978 roku. Wzdłuż głównej ulicy jest wiele restauracji i kafejek, kolorowych szyldów a chodnikami przechodzi wiele par o różnym zestawieniu płciowym.

Ubrania z dawnych lat w dzielnicy Haight-Ashbury

Dzielnica Haight-Ashbury

Widok z dzielnicy Castro na miasto

Dzięki naszym znajomością mieliśmy okazję odwiedzić budynki siedzib Google i Facebooka, które mieszczą się niedaleko San Francisco w miejscowości Mountain View. Aby dostać się od środka tych firm, trzeba znać pracownika, który Cię oprowadzi. Siedziba Google wygląda trochę jak kampus uniwersytetu, z wieloma budynkami porozrzucanymi po ogromym terenie. Natomiast Facebook ma bardziej zwartą zabudowę, z centralnym deptakiem, przypominający ulicę w Palo Alto. Partery budynków to zwykle jadłodajnie, które prezentują się jak bary lub restauracje, z tą różnicą, że wszyscy konsumenci muszą jedynie zeskanować swoją pracowniczą kartę i mogą jeść do woli. W Googlu także wszystkie posiłki, przekąski i napoje są zapewnione. Istnieje niepisana zasada, że każdy nowy pracownik w Google przytyje około 7 kilogramów 🙂 W Google nie można niestety zwiedzać miejsc gdzie się faktycznie pracuje, czyli tam gdzie znajdują się pracownicy, a jedynie miejsca jedzeniowe, sale gier, małe muzeum i przestrzeń między budynkami. Ciekawostką jest to, że w Google pracownicy mogą przychodzić do pracy ze swoim psem! W Facebook’u można przejść się po open space i zobaczyć jak wyglądają miejsca pracy pracowników tej firmy, a także porozglądać się w poszukiwaniu Mark’a Zuckerberg’a. W najnowszym budynku, jaki zbudował Facebook, znajduje się ogromny open space poprzedzielany w niektórych miejscach salami konferencyjnymi lub kolumnami. Wnętrze było bardzo nowoczesne a pracownicy nie wyglądali na zestresowanych. W wielu miejscach wisiały plakaty i hasła motywacyjne. Atmosfera wydawała się być luźna. Byliśmy ogromnie wdzięczni naszym przewodnikom, że poświęcili swój cenny czas na oprowadzenie znajomych ich znajomych i opowiedzieli nam jak wygląda ich praca. Życzymy ich samych sukcesów w ich karierach zawodowych!

Kampus Google w Mountain View

San Francisco to bardzo ciekawe miejsce, nie tylko samo miasto ale także okoliczne miejscowości i natura. Będąc na plaży Stinson Beach po drugiej stronie zatoki najpierw oglądaliśmy niesamowity spektakl zachodu słońca, gdy w pewnym momencie całkiem blisko plaży pojawiła się grupa rekinów! Na początku myśleliśmy, że to były delfiny jednak od miejscowych usłyszeliśmy, że to z całą pewnością są rekiny, a potem plakat informacyjny przy plaży utwierdził nas w przekonaniu, że właśnie po praz pierwszy w życiu widzieliśmy rekiny w naturalnym środowisku. Zaskakujące jest to, że przed zachodem słońca z plaży wracało wielu surferów… że też się nie boją tych drapieżników! Kiedy mieliśmy odjeżdżać z plaży, Andrzej został zagadnięty przez dziewczynę, okazało się, że szukała transportu dla siebie i swoich dwóch kolegów z powrotem do San Francisco. Jako, że sami niejednokrotnie korzystaliśmy z uprzejmości innych kierowców, bez wachania zaprosiliśmy ich do samochodu. Byli to studenci uniwersytetu w San Francisco, którzy przejechali z Indii. Co ciekawe był to ich pierwszy raz w łapaniu stopa a nasz pierwszy raz wzięcia autostopowiczów 🙂

Stinson Beach

San Francisco jest tak różnorodne, że ciężko łatwo je podumować. Na pewno od czasu hippisów bardzo się rozwinęło i przobraziło. Panuje kult kariery i eko-życia. Największym problemem są ceny nieruchomości. Mieszkańcy, którzy nie są technologicznymi hipsterami często nie zarabiają wystarczająco, aby opłacić swój czynsz lub kupić organiczne sałatki z lokalnego baru. Wzrost cen życia w mieście to problem społeczny. Nowi mieszkańcy pracujący w korporacjach wypierają starych, taka jest rzeczywistość. Trafny komentarz pojawił się na YouTube pod piosenką Scotta McKenzie’a, od którego zaczynał się ten arykuł: „If you’re going to San Francisco, make sure you can afford the rent.. ;)”, czyli „Jeśli jedziesz do San Francisco, upewnij się, że stać cię na wynajem”.

Więcej zdjęć z San Francisco: