Żegnaj Kanado!

Czwartek, 05.10.2017

Nadszedł dzień pożegnania z Kanadą na dłuższy czas. Podziękowaliśmy przemiłej parze couchsurferów, która nas gościła w Vancouver i ruszyliśmy na południe, w kierunku amerykańskiej granicy. Dostanie się do Stanów, nawet przy posiadaniu wszelkich dokumentów, może być stresujące. To za sprawą nieprzyjemnych strażników granicznych, którzy zdają się szukać haka na każdego, kto chce odwiedzić ich kraj. My byliśmy pozytywnie nastawieni, bo przecież jesteśmy podróżnikami i nie mamy, żadnych złych zamiarów. Na granicy czekaliśmy około pół godziny, zanim wreszcie podjechaliśmy do okienka. Strażnik graniczny dokładnie zlustrował nasze dokumenty. Zadał pytanie, od kiedy podróżujemy po Stanach i wytłumaczyliśmy, że od lipca, ale w połowie sierpnia przyjechaliśmy do Kanady. Następnie zapytał, czy to nasze auto, na co odpowiedzieliśmy, że tak, że kupiliśmy, żeby objechać Stany Zjednoczone. Strażnik się skrzywił i mruknął, pytanie: po co kupować auto? Potem zajrzał do samochodu i otworzył naszą chłodziarkę, w której było kilka owoców i worek sałatki z kapusty, która zaczęła od jakiegoś czasu intensywnie pachnieć. Tego dla strażnika było chyba za wiele, bo skrzywił się jeszcze bardziej i nakleił nam na szybę żółtą karteczkę i skierował na dalszą inspekcję. Musieliśmy zaparkować auto i wejść do biura, gdzie rzędem stała kolejka Azjatów, najpewniej sami przemytnicy :P. Na szczęście my zostaliśmy obsłużeni, przez Panią, do której nie było kolejki. Musieliśmy wypełnić deklarację na temat rzeczy, które przewieziemy w samochodzie. Następnie kazano nam zaczekać, w trakcie inspekcji samochodu, której dokonywali strażnicy. Był to dość stresujący moment, w którym uświadomiliśmy sobie, że zapomnieliśmy wspomnieć o sałatce z kapusty! Karą za fałszywą deklarację była grzywa w wysokości od $300! Odczuliśmy ulgę, gdy po powrocie Pani strażnik oznajmiła, że wyrzucili nam jabłka, bo nie miały nalepek, a reszta była w porządku 🙂 Otrzymaliśmy ulotkę z pouczeniem na temat wwożenia produktów rolniczych z Kanady i nareszcie byliśmy dopuszczeni do wkroczenia do Stanów Zjednoczonych Ameryki!

Po przekroczeniu granicy skierowaliśmy się do Redmond przy Seattle a dokładniej do siedzibmy Microsoft. Firma posiada obszerny kampus z wieloma budynkami, dla turystów przeznaczone jest “Visitor Centre”. Ta niezbyt obszerna wystawa prezentuje kilka podstawowych informacji o firmie, prezentacja aktualnych produktów oraz kilka interaktywnych atrakcji. Oczywiście jest też sklep z pamiątkami. Wstęp do centrum jest bezpłatny.